W niedzielę miałem spory dylemat finał w nogę vs jeszcze raz DOOM (i alert alert oczywiście). No bo skoro widziałem już dzień wcześniej, to po co jeszcze raz - a właśnie po to, żeby być najlepszym koncercie jaki widziałem w Rockz (od czasu Monstera kilka lat temu). W wielkim skrócie mogę tylko napisać, że po prostu rozjebali mnie w niedzielę na łopaty. Dobrze, że olałem finał w noge.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz