piątek, 6 marca 2015

Fortitude

W zeszłym roku serialowe karty rozdali kolejno:
1. Detektyw (z pominięciem ostatnich 10 minut)
2. Fargo
3. Olive Kitteridge

a potem długo, długo nic. No, może wyjątkiem był jeszcze romans z the fall. Po za tym bany sprzedawałem kolejno:
- luther - już zaraz po pierwszym odcinku powiedziałem nie,
- elementary - obejrzałem pierwszy odcinek, na kolejnych trzech sukcesywnie zasypiałem,
- hannibal - z całym szacunkiem do Madsa Mikkelsena, ale nie.
- gotham - emisja przypada na ten rok, ale mimo wszystko - litości!

Wymagającym widzem jestem, wiec pierwszy odcinek jest kluczowy. To dzięki niemu będziemy się spotykać dalej, i albo zaiskrzy albo nie. W tym roku pojawił się pierwszy kandydat. Jest chemia od pierwszych minut. Zasadniczo gada mi tu wszystko: muzyczka na wstępie, kadry, postacie, intryga, zima, niedźwiedzie i te złowieszcze melodie kończące odcinki (a ponieważ oglądam sam, więc stopień obsrania ze strachu jest dosyć wysoki). Jestem w połowie sezonu i czekam na kolejne odcinki mając nadzieję, że po drodze serial się nie spierdoli. Liczę na to, że wszystko pójdzie w kierunku Twin Peaks i czekam aż w końcu pojawi się odpowiednik Boba. Fortitude - do 6 odcinka rekomendacja 200%:



2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Fortitude - potwierdzam!!!
- Latar :)

Martyna pisze...

A ja Fargo potwierdzam. Tyyyle czekałam! :)